Alleluja Jezus żyje!

Święta Wielkanocne to czas, który wspominamy ofiarę złożoną przez naszego Pana za nasze grzechy. W jego śmierci i zmartwychwstaniu odnajdujemy nadzieję naszego własnego przejścia ze śmierci do życia. Oby nadchodzące Święta pozwoliły nam tak zanurzyć się w Misterium Paschy Jezusa Chrystusa, abyśmy wyszli oczyszczeni i napełnieni  głębokim zaufaniem w nieskończoną miłość Boga do nas.  Ten radosny okrzyk: Alleluja, Jezus żyje!   zwiastuje całemu światu najważniejszą prawdę chrześcijaństwa: po męce i śmierci, po bólu i niepewności jutra  nastało zmartwychwstanie. Z wiarą stajemy dziś przed pustym grobem, z którego płynie radosne orędzie: Nie ma Go tutaj, bo zmartwychwstał, jak zapowiedział. Centrum naszej wielkanocnej radości jest Chrystus, „zwycięzca śmierci, piekła i szatana”.

He has Risen, have faith In Him, and He will always be there forb you. Have a blessed and happy Easter. My best wishes and special blessings for this Holy Season of Paschal Triduum, Easter and Divine Mercy Sunday

Niech Święta Wielkanocne będą dla nas czasem radości i odnowienia wiary a także duchowej wrażliwości na Boga i na potrzeby naszych bliźnich.Dlatego z całego serca życzę by radość płynąca ze spotkania Zmartwychwstałego Chrystusa, kształtowała nasze życie, by napełniała nasze serca, przenikała sumienia i uczyniła świadkami Piękna .Niech pełna miłości kontemplacja Oblicza Zmartwychwstałego uzdolni nas do wyznania z żywą wiarą: “Wiemy żeś zmartwychwstał, ze ten cud prawdziwy, o Królu, Zwycięsco, bądż nam miłościwy”  Dlatego radujmy się w Nim i weselmy, Alleluja!

Z życzeniami światecznymi i pamięcią w  modlitwie

St. Petersburg, Florida 2021

 Andrzej J. Gorczyca MIC

PRAGNIENIE JEZUSA !

Bardzo uderzyło mnie to zdanie wypowiedziane przez Pana Jezusa: „U ciebie chcę urządzić Paschę z moimi uczniami”. Chce ją urządzić „u ciebie”! W tym roku Wasz dom często będzie Waszym kościołem. Ale same transmisje to za mało.

W ostatnim roku wiele parafii (w tym również i moja) dorobiło się swoich kanałów YouTube i rozpoczęło transmisje „na żywo” z mszy świętych i innych nabożeństw. Bardzo dobrze. Bogu dzięki, że dysponujemy takimi możliwościami i w obecnej, trudnej sytuacji możemy sobie w ten sposób pomagać.

Zdajemy sobie sprawę, jak bardzo brakuje Wam prawdziwego, realnego uczestnictwa w liturgii. Wiemy, że cieszycie się możliwością oglądania jej „na żywo” ze swojego parafialnego kościoła. My też cieszymy się, że chociaż w ten sposób możemy Wam posługiwać w obecnych warunkach.

A jednocześnie wszyscy zdajemy sobie sprawę, że transmisja to tylko namiastkaersatz i tak bardzo tęsknimy za dniem, kiedy wreszcie będziemy mogli spotkać się w świątyni, prawda?

Jasne, że my nie doświadczamy tej dojmującej tęsknoty tak bardzo jak Wy, bo codziennie jesteśmy fizycznie przy ołtarzu. Wasz głód jest też dla nas przepiękną katechezą. Ale wierzcie mi – nie jest nam łatwo zamykać kościoły, odliczać do pięciu, odprawiać msze w pustym kościele „do kamery”. Bywamy różni (delikatnie mówiąc), ale naprawdę żaden z nas nie zostawał księdzem po to, żeby wypraszać ludzi z kościoła…

Tymczasem przed nami Triduum Paschalne. Z radością paschalną będzie mieszał się bardzo ludzki smutek – nasz i Wasz – spowodowany niemożnością celebrowania razem liturgii Wielkiego Tygodnia.

Tak, będą „streamingi LIVE”. Ale dobrze wiemy, że to tak bardzo nie to samo, tak bardzo nie „to”. Będziecie oglądać transmisje ze swoich kościołów albo skądinąd. I właśnie w związku z tym mam do Was ogromną prośbę. NIECH TRANSMISJE WAM NIE WYSTARCZĄ!

Nie poprzestańcie na transmisjach. Nie przeżyjcie tegorocznego Triduum tylko przed ekranem komputera czy telewizora, choćby transmisja była najpiękniejsza i najlepszej jakości! Zawalczcie o osobistą modlitwę i o liturgię domową sprawowaną w gronie najbliższych, a nawet i samemu!

Przygotowując słowo na Niedzielę Palmową, bardzo uderzyło mnie to zdanie wypowiedziane przez Pana Jezusa: „U ciebie chcę urządzić Paschę z moimi uczniami” (Mt 26,18).

Tylko św. Mateusz zapamiętał to zdanie w ten sposób. U Jana w ogóle go nie ma. Marek i Łukasz zapisali je jako pytanie: „Gdzie jest dla mnie izba, w której mógłbym urządzić Paschę…?”. U Mateusza Jezus wie od samego początku, gdzie chce urządzić Paschę. Chce ją urządzić „u ciebie”!

Przyjmijcie to Jego Słowo bardzo konkretnie do siebie. Przejmijcie się nim! U Ciebie, u Was w domu Jezus chce urządzić Paschę!

W tym roku Wasz dom będzie Waszym kościołem. Tak było przez pierwsze trzy stulecia chrześcijaństwa. Chrześcijanie spotykali się w domach, modlili się w domach, w domach sprawowali liturgię. Nie mieli kościołów. Domy były ich kościołami.

Ukuto nawet taki termin na określenie domów, w których zbierano się na celebrowanie Eucharystii: „Domus Ecclesiae” – „Dom Kościoła”. Tegoroczna Pascha jest okazją (trudną, bolesną, ale okazją), by na nowo odkryć swój dom jako kościół – jako miejsce obecności i działania żywego Boga.

Tak naprawdę co roku liturgia Triduum nas do tego zachęca. Zaczynamy mszę Wieczerzy Pańskiej znakiem krzyża, ale nie „domykamy” jej błogosławieństwem i rozesłaniem. Liturgia Wielkiego Piątku również nie zaczyna się od znaku krzyża ani nie kończy błogosławieństwem.

Wigilii Paschalnej nie rozpoczyna znak krzyża ani pozdrowienie. Dopiero kończy ją uroczyste wielkanocne błogosławieństwo. Cały czas Triduum jest liturgią. Wszystko co w tym czasie robimy, wszystko co się dzieje przez te trzy dni. Gdziekolwiek jesteśmy, cokolwiek robimy – trwa liturgia męki, śmierci i zmartwychwstania Pana.

W tym roku będziemy zmuszeni odkryć, że może nas nawet nie być w tym czasie w kościele, ale Pascha się wydarza. W naszym domu. Może potrzebujemy tego odkrycia? Może to jest dobro (na pewno nie jedyne), które Bóg chce dla nas wyprowadzić z tego złego czasu?

Dlatego proszę: Nie ograniczcie się do oglądania transmisji. Celebrujcie Paschę w domach. Powalczcie – w miarę możliwości i sił – o osobistą modlitwę, o czas spędzony nad Biblią. Ale także o liturgię domową, rodzinną.

Właściwie wszystkie najważniejsze „momenty” liturgii Wielkiego Tygodnia jesteście w stanie sprawować w warunkach domowych – i obmycie nóg, i adorację krzyża, i zapalenie paschalnego światła, i odnowienie przyrzeczeń chrzcielnych.

W najbliższych dniach i podczas Triduum będziemy tu, na Aleteia.pl, publikować teksty podpowiadające, jak można to robić. Ale to przede wszystkim od Was zależy, czy Pascha wydarzy się w Waszym domu czy tylko na ekranie. Zawalczcie o nią. Odkryjcie swój dom jako kościół, siebie jako Lud Kapłański. Odpowiedzcie na pragnienie Jezusa: „U ciebie chcę urządzić Paschę…”. Pozwólcie Mu na to, proszę!

Bóg bogaty w Miłosierdzie

W Ameryce przeszedł do wieczności jeden z największych apostołów Bożego Miłosierdzia na świecie. „To był święty człowiek”

W czwartek 11 lutego (w święto Matki Bożej z Lourdes) w Pittsfield w stanie Massachusetts zmarł w wieku 90 lat amerykański marianin polsko-słowackiego pochodzenia ks. Seraphim Michalenko. Nie ma przesady w twierdzeniu jego współbraci, że – obok św. Faustyny Kowalskiej, bł. Michała Sopoćki i św. Jana Pawła II – był on osobą, która zrobiła najwięcej dla rozszerzania kultu Bożego Miłosierdzia na całym świecie.

Mission impossible

W dużej mierze wynikało to z niezwykłego splotu, który związał wspomniany kult ze zgromadzeniem księży marianów. Zaczęło się od ks. Józefa Jarzębowskiego, który po wybuchu II wojny światowej dotarł z Warszawy do Wilna. Tam spotkał ks. Michała Sopoćkę, spowiednika i kierownika duchowego zmarłej w roku 1938 siostry Faustyny Kowalskiego. Od niego otrzymał napisany po łacinie traktat o Bożym Miłosierdziu. Ks. Sopoćko za pośrednictwem różnych ludzi wyjeżdżających z Wilna rozsyłał swą pracę do biskupów na całym świecie z myślą o propagowaniu orędzia siostry Faustyny. Jeden z egzemplarzy przekazał także ks. Jarzębowskiemu.

To, co nastąpiło potem, określić można mianem „mission impossibile”. Ks. Jarzębowski chciał koniecznie wyjechać do Stanów Zjednoczonych, jednak w warunkach sowieckiej okupacji, przy szalejącym terrorze stalinowskim, wydawało się to zupełnie niemożliwe. Tym bardziej, że był wrogiem klasowym i nie miał odpowiednich dokumentów. Ks. Sopoćko doradził mu jednak, że ilekroć znajdzie się w potrzebie, niech odwoła się do Bożego Miłosierdzia. Marianin posłuchał go. Ukląkł przed obrazem Jezusa Miłosiernego, gdzie złożył ślub, że jeśli uda mu się wyjechać z okupowanego Wilna od USA, to całe swoje życie poświęci szerzeniu orędzia Bożego Miłosierdzia.

Opis jego podróży mógłby posłużyć za scenariusz filmu akcji. Zdołał ujść cało z wielu opresji i po licznych perypetiach z okupowanej przez Sowietów Litwy, przez całą Rosję i Daleki Wschód, z nieważną wizą japońską w paszporcie, zdołał przedostać się do Stanów Zjednoczonych. Swe uratowanie zawdzięczał – jak sam mówił – Bożemu Miłosierdziu.

Po przybyciu do USA trafił do Stockbridge w stanie Massachusetts, gdzie jego zgromadzenie nieco wcześniej otworzyło swój dom zakonny. Pod wpływem jego żarliwej opowieści o brawurowej ucieczce spod okupacji sowieckiej współbracia jednogłośnie postanowili, by poświęcić się szerzeniu nabożeństwa, które uratowało mu życie. W ten sposób – zaledwie dwa lata po śmierci siostry Faustyny – w 1940 roku powstało w Stockbridge pierwsze na świecie sanktuarium Miłosierdzia Bożego.

Przez kilkadziesiąt kolejnych lat to właśnie Stockbridge było głównym centrum kultu Bożego Miłosierdzia na całej kuli ziemskiej. Kraków i Wilno nie były w stanie pełnić tej roli, ponieważ Polska i Litwa znajdowały się za żelazną kurtyną, ściśnięte w sowieckiej obręczy. Tak więc to z sanktuarium w stanie Massachusetts orędzie siostry Faustyny rozprzestrzeniło się po całej kuli ziemskiej, trafiając m.in. do Korei Południowej, Brazylii, Argentyny, Kamerunu, na Filipiny i do wielu innych krajów. To właśnie w Stockbrigde przez lata opracowywano liczne materiały naukowe, popularyzatorskie i duszpasterskie o Miłosierdziu Bożym w różnych językach. Oblicza się, że w ciągu pół wieku wydrukowano tam około 14 milionów egzemplarzy różnych książek, broszur i obrazków z modlitwami dotyczącymi Bożego Miłosierdzia.

Mission in life

Marianinem, który najmocniej zaangażował się w szerzenie nabożeństwa ku czci Bożego Miłosierdzia, był ks. Seraphim Michalenko. Stało się to jego „mission in life”. To on stał na czele zespołu, który doprowadził do wydania po raz pierwszy drukiem „Dzienniczka” siostry Faustyny Kowalskiej w roku 1981 – jednocześnie po polsku i po angielsku. Był nie tylko autorem przekładu angielskiego, lecz także pierwszym redaktorem krytycznym dzieła, wprowadzając do tekstu używaną dziś powszechnie numerację wersetów.

W marcu 1981 roku ks. Seraphim stał się świadkiem uzdrowienia, które okazało się niewytłumaczalne z naukowego punktu widzenia i zostało uznane Komisję Medyczną przy Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych za cud potrzebny do beatyfikacji Siostry Faustyny Kowalskiej. Przyleciał wówczas do Krakowa razem z Amerykanką Maureen Digan, która cierpiała na nieuleczalną chorobę i została uzdrowiona po modlitwie przy grobie Siostry Faustyny w Łagiewnikach.

Później ks. Seraphim został wyznaczony wicepostulatorem procesu kanonizacyjnego Faustyny Kowalskiej. Był też rektorem Narodowego Sanktuarium Bożego Miłosierdzia i dyrektorem Instytutu Miłosierdzia Bożego im. Jana Pawła II w Stockbridge. Nadzorował wydanie wielu książek, broszur i materiałów audiowizualnych związanych z orędziem i nabożeństwem do Miłosierdzia Bożego oraz pismami Siostry Faustyny. Dał się także poznać jako niestrudzony rekolekcjonista podróżujący po całych Stanach Zjednoczonych z prelekcjami i kazaniami na ten temat.Stał się postacią rozpoznawalną wśród amerykańskich katolików głównie za sprawą Matki Angeliki, z którą blisko współpracował. Stworzona przez amerykańską zakonnicę telewizja EWTN stała się największą katolicką stacją na świecie, oglądaną w Stanach Zjednoczonych przez kilkadziesiąt milionów ludzi. To właśnie na antenie tej stacji miał swoją stałą audycję cieszącą się wielką popularnością wśród widzów. Dzięki niemu codziennie o godzinie 15.00 z sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Stockbridge transmitowana jest na żywo przez EWTN modlitwa Koronką do Miłosierdzia Bożego.

Ks. Seraphima miałem okazję poznać osobiście, gdy przez dwa tygodnie w archiwum w Stockbridge zbierałem materiały do swej książki. Codziennie rozmawialiśmy przez kilka godzin. Aż promieniał na zewnątrz swą wiarą, która wypełniała go od środka. Opowiadał o fascynacji orędziem Siostry Faustyny i różnych wydarzeniach związanych ze swymi poszukiwaniami. Zabrał mnie do swojego rodzinnego miasteczka Adams, by pokazać kościół św. Stanisława Kostki, w którym rodziło się jego powołanie. Potem pojechaliśmy razem na Mount Greylock – najwyższą górę w stanie Massachusetts, skąd roztacza się niezwykły widok na okolicę, m.in. na miasto Pittsfield. To w tamtejszym szpitalu dwa dni temu dobiegła końca ziemska wędrówka ks. Michalenki.

Są kapłani, o których wierni mówią: „to jest wierzący ksiądz”. O ks. Seraphimie mogę powiedzieć: „to był święty człowiek”.

To jest święty człowiek.

Żródło: https://www.facebook.com/148928115289352/posts/1766462963535851/?d=n